Przez dwie ostatnie niedziele - 21 i 22 Zwykłą w Ciągu Roku - słyszeliśmy Ewangelię o pokorze: najpierw o tej, której zabrakło Żydom, narodowi niegdyś wybranemu, pierwszemu co do Bożego wybrania, lecz ostatniemu w czasach Nowego Przymierza - Nowego Wybrania, potem o pokorze wymaganej od prawdziwych uczniów Jezusa, którzy mają zdobywać ją za wielką cenę uniżenia i zajmowania ostatniego miejsca. Obie niedziele przynoszą więc nam okazję do refleksji, do przemyślenia problemu pokory. Wybrałem tylko mały szczególik z rozległego tematu, stawiając pytanie: jak się ma pesymizm do pokory?

Pesymista to człowiek przekonany o tym, że sam jest „nieudacznikiem" i inni są takimi, a więc i życie jest nieudane - nie można się spodziewać jego poprawy; i ludzie są zawodni, i wszystko co ludzkie jest złe, skażone, pełne braków. Skoro tak jest - twierdzi - to czy można oczekiwać jakiejś szczęśliwej przyszłości dla siebie i dla innych? Ta najdalsza - Niebo - może i istnieje, ale po co o niej myśleć, skoro „trzeba żyć, a życie jest ciężkie?" To właśnie pesymiści ukuli powiedzonko: „Nadzieja jest matką głupich", chociaż nie tak uczył Ten, który powiedział o Sobie: „Ja jestem Drogą, Prawdą i Życiem".

Jeśli owocami Ducha Świętego są m.in. radość, pokój, dobroć i uprzejmość, a owocami ducha złego - ich przeciwieństwo: smutek, zgorzkniałość, lęk, egoizm, opryskliwość, ponuractwo, nieufność - to czyż możemy mieć wątpliwość co do tego, że pesymizm ludzi jest tryumfem największego pesymisty - upadłego anioła, i że jest on (pesymizm) jakby lawą, wylewającą się z piekła na ziemię?

Czasem postawa pesymisty przypomina zachowania człowieka pokornego: usuwa się on w cień, unika kontaktów z wieloma ludźmi (ale tymi, którzy nie dadzą się wykorzystać), źle mówi o sobie, nie podejmuje wielu działań ze względu na przekonanie o własnej niemocy (a na innych, na Bogu także, oprzeć się nie potrafi). Są to jednak tylko pozory podobieństwa, gdyż pesymista pogrążony jest w nieprawdzie, dotyczącej zarówno jego samego, jak i otaczającego go świata, a nawet Boga. Obrazowo mówiąc, ma na oczach diabelskie okulary, które prawdę wypaczają, widzi świat i siebie w krzywym zwierciadle.

Człowiek pokorny kieruje się prawdą w spojrzeniu na siebie i na innych i z tej prawdy czerpie siłę do działania. Wie, że sam ze siebie jest nikim i niczym, lecz ufa Bogu i na Nim (także na ludziach do Niego należących, tych na ziemi i tych w niebie, jak też na aniołach) opiera się w swoich czynach, często wielkich i godnych podziwu, lecz - według niego - wykonanych dzięki wielkiej pomocy z zewnątrz. Jego zdaniem pomoc Boga i Jego stworzeń jest tak wielka, a jego własne siły i możliwości tak znikome, że sobie nie przypisuje niczego. Zachęca wszystkich, by byli wdzięczni Bogu i innym z Nim współdziałającym, a na niego nie zwracali uwagi. Potrafi przy tym cieszyć się z tego, że i jemu było dane choć „jednym palcem" przyłożyć się do Bożego dzieła, a gdy ktoś go chwali, jest zdziwiony, a zarazem w swoim wnętrzu zwrócony nie ku sobie, lecz ku Stwórcy Wszechrzeczy. Widząc ogrom dzieł Bożych, a zarazem Bożą Opatrzność nawet w drobiazgach, cieszy się, że wszystko, czego doświadcza, jest „jednym wielkim cudem". Potrafi innych natchnąć wdzięcznością wobec Boga i ludzi oraz chęcią współdziałania z nimi dla jak największej chwały Boga.

Królem pokornych jest sam Jezus Chrystus, Największy Optymista, a Królową Maryja. Nawet zapowiadając swoją mękę i śmierć, w oczach pesymistów-apostołów mogącą być „końcem wszystkiego" (Piotr zastąpił Mu drogę ze słowami: „Nie przyjdzie to nigdy na Ciebie!"), ukazywał Jezus perspektywę zmartwychwstania i „pociągnięcia wszystkiego ku Sobie" z wysokości krzyża. Pesymiści ubolewający nad obumarciem ziarna rzuconego w ziemię usłyszeli od Mistrza odpowiednią naukę o rodzącym się z tego ziarna życiu.

Jeśli chodzi o Maryję, od wieków zapewnia nas w swoich sanktuariach i miejscach objawień, że „brak wina" to nic, bo Jezus potrafi wszystkiemu zaradzić. Wystarczy trochę ufności pokładanej w Nim przy „napełnianiu stągwi wodą", a staną się wielkie cuda. W okresie wielkiego „pesymizmu" dla Kościoła, jakim był wybuch rewolucji w Rosji, w Fatimie zapowiedziała Maryja tryumf swego Niepokalanego Serca oraz nawrócenie Rosji.

Nie pozwólmy szatanowi „trzymać siebie w dołku", w niewoli pesymizmu i beznadziejności. On chętnie w tym celu okrzykuje swoje zwycięstwa w świecie przyrody i w życiu jednostek oraz narodów (także Polski), by odebrać nam nadzieję na zwycięstwo Boga, Jego miłości, prawdy, dobra i piękna. To prawda, że jesteśmy słabi i grzeszni, lecz „kochać to znaczy powstawać". Wszystkie wady, które „złapaliśmy" od dziecka, są możliwe do przezwyciężenia przy Bożej pomocy. Przed nami wspaniała perspektywa: w miejscu tych wad mają wyrosnąć cnoty im przeciwne, które staną się na wieki klejnotami w koronie naszej niebiańskiej chwały.

A więc do dzieła, dzieci Boże! Do wyścigu o największą cnotę ludzi najmniejszych - o pokorę! Z Bożym błogosławieństwem, przy wsparciu tak licznych Wspomożycieli, danych nam przez Boga!

POWRÓT