(Wprawdzie to "nowość" z 1994 roku - art. druk. w "Rycerzu Niepokalanej" z września '94, jednak ze wzgl. na niezbyt duży zasięg "Rycerza" dla wielu moich znajomych jest "nowością"...)

REIKI - KLUCZ DO KI?

Duże wrażenie zrobiło na moim najbliższym otoczeniu „uroczyste" spalenie przeze mnie, kapłana katolickiego, „certyfikatu", stwierdzającego moje drugiego stopnia „wtajemniczenie" w Reiki. Z pewną nostalgią patrzyłem, jak ogień pożera ozdobną kolorową kartę, za której posiadanie trzeba było zapłacić kilka milionów złotych, a także poświęcić kilka dni na szkolenie... Wymawiając słowa egzorcyzmu, odżegnałem się od wszystkich duchów, które poprzez Reiki mogły zdobyć na mnie wpływ, jak też zerwałem kontakt z towarzystwem, stawiającym sobie za cel rozpowszechnianie tej „naturalnej japońskiej sztuki leczenia", „systemu Usui", opierającego się na „uniwersalnej energii życia".

Po szkoleniu I stopnia (każdego roku uczestniczą w nim w Polsce setki nowych adeptów) „mistrz" dokonał u wszystkich, jak twierdził, „otwarcia kanałów energetycznych" („oczyścił" je, „odblokował"). Na otrzymanej wtedy karcie mogłem przeczytać: „Posiadam moc i dam Ci siłę, i poprowadzę Cię ścieżką rozwoju Ducha, aż do oświecenia".

Kto chciał mi przekazać to piękne przesłanie? „Zostałeś ogarnięty Boską Energią Uzdrawiającą, Energią Światła, Miłości i Życia, Energią Reiki, która emanuje z tej karty" - czytałem. Czy emanuje dlatego, że miał ją w ręku „mistrz"? A może dlatego, że w kilku miejscach widnieją na niej jakieś japońskie litery? A może dlatego, że w momencie „wtajemniczenia" znalazłem się przed „ołtarzykiem" ze światłem i kadzidłem, palonym ku czci... właśnie, kogo? Umieszczone tam zdjęcie Japonki mogło sugerować, że to swego rodzaju nawiązanie duchowej więzi z „główną mistrzynią", mającą czuwać nad „czystością przekazu"... Może to sam Bóg w momencie, w którym kazano mi zamknąć oczy, poprzez tajemne znaki „mistrza" tchnął swoją energię w tę tajemniczą kartę? Jaki Bóg... i jaką energię?

Dzisiaj, po latach, wydaje mi się to tylko snem... Jak doszło do tego, że stał się on jednak rzeczywistością?

Mówiono mi: „Nawet katolicka zakonnica jest mistrzynią w Polsce i prowadzi szkolenie; ten system jest ponad wszystkimi religiami, możesz się niczego nie obawiać!" Tym uśpiono moją czujność do tego stopnia, że na szkolenie związane z II stopniem „wtajemniczenia" poszedłem w koloratce, a więc w stroju duchownego! Czułem się okropnie w charakterze ucznia, gdyż nie wypadało mi przejąć roli nauczyciela nawet wtedy, gdy musiałem w grupie, w której prawie wszyscy uważali się za katolików, protestować przeciwko głoszeniu chociażby buddyjskiej teorii reinkarnacji! Nawet jeśli ta ostatnia nie jest dla „mistrzów" Reiki podstawą ich wiary, staje się jednak ważnym jej dogmatem, powszechnie uznawanym, a nawet głoszonym. Uważam więc, że wiara ta jest przynajmniej jednym z owoców Reiki, po którym można ten system rozpoznać. Trującym owocem fałszu, przed którym trzeba przestrzec uczniów Jezusa. Albo wiara w reinkarnację, czyli wcielenie się duszy w różne ciała, albo Dobra Nowina o zmartwychwstaniu! Albo reinkarnacja, połączona z wiarą w urojony świat niedoskonałych dusz, krążących gdzieś w przestworzach w oczekiwaniu na poczęcie „odpowiedniego" ciała, dusz niekiedy „złośliwych", przed którymi trzeba się strzec, „odganiać" je czy „prosić o odejście" (tu ważna gałąź teozofii z jej gnostycką wiarą w istnienie całej hierarchii duchów o różnym stopniu doskonałości i czystości), albo - czyściec, do którego się idzie po jednym jedynym życiu, zakończonym sądem szczegółowym. Nie ma trzeciej, pośredniej możliwości! To uczniowie Jezusa muszą sobie uświadomić, zanim zaczną zdradzać swojego Prawdziwego Mistrza, idąc w ślady „mistrzów", będących dawniej katolikami! Nie do przyjęcia jest dla nas wiara w to, że jesteśmy „cząstkami Boga", że nasza dusza „wyłoniła się" z Boga w postaci bardzo prymitywnej, „wcielając się" w ciało zwierzęcia i w kolejne ciała ludzkie, coraz „doskonalsze". Że zbawiamy sami siebie, uświadamiając sobie coraz jaśniej, iż „jesteśmy Bogiem", co ma nas doprowadzić do „wyzwolenia" z ostatniej cielesnej formy i „zlania się z resztą Boga" w wiecznej szczęśliwości... Bądźmy czujni, gdy nam obiecują moc „samoleczenia", gdy chcą „podłączyć nasze ręce" do „Boga - Energii Kosmicznej", gdyż stąd już jeden krok do „samozbawienia", podeptania Krzyża i uznania Chrystusa za zwykłego człowieka, w jego „ostatniej, najdoskonalszej formie, wyzwolonej od konieczności łączenia się z ciałem"!

A oto w błyskawicznym skrócie historia początków „systemu", zaczerpnięta z broszury, wydanej w 1985 r. przez „Przymierze Reiki", czyli coroczne zgromadzenie „mistrzów".

Dr Mikao Usui pod koniec XIX w. kierował, jako „chrześcijański duchowny" (brak bliższych danych), małym Doshishe University w Kioto w Japonii. Poszukując odpowiedzi na to, w jaki sposób Jezus czynił cuda, udał się na studia do Chicago, gdzie zyskał stopień doktora teologii; nie znalazł jednak wyjaśnienia „sekretu". Wróciwszy do Japonii, zaczął poznawać w klasztorach zasady buddyzmu, studiując święte księgi, i to nawet w języku chińskim i w sanskrycie. Po 7 latach znalazł formułę i opis sposobu leczenia Buddy. Otrzymał „klucz do uzdrawiania Buddy i Jezusa", uświadomił sobie „leczącą siłę" swoich dłoni. Z czasem od leczenia ciał przeszedł do „leczenia myśli", przekazując swoją wiedzę uczniowi, ten zaś założył w Tokio klinikę - centrum szkolenia „uzdrowicieli". Z owego centrum wyszła „mistrzyni" Barbara W. Ray, która przeniosła stolicę Reiki na Hawaje. Po jej śmierci (1980) jej następczyni, Hawayo Takata, działająca do dzisiaj, kreuje „mistrzów" w krajach Zachodu, ci zaś mają prawo kreować innych (w praktyce - tych, którzy posiadają odpowiednią sumę pieniędzy, dwudziestokrotnie większą, niż musiałem uiścić na II stopniu). Przekazuje się w ten sposób „dar dla Ciebie od Ciebie samego, dar potężny, który jest tym, czym pragnąłbyś go uczynić".

A oto kilka zdań z dziennika „wielkiej mistrzyni" z Hawajów, które pozwolą znaleźć odpowiedź na pytanie: czy taki jest właśnie Bóg chrześcijan?

„Wierzę, że istnieje Jedna Najwyższa Istota - Nieskończony Absolut, Siła, która rządzi światem. [...] Różni nauczyciele i mistrzowie nazywają Go Wielkiem Duchem, Siłą Ożywiającą Cały Wszechświat, Energią Życia, ponieważ, kiedy się ją zastosuje, ożywia cały system; Falą Eteryczną, ponieważ uśmierza ból i pogrąża w głębokim świetle jak środek znieczulający - anestetyk; Falą Kosmiczną, ponieważ promieniuje wibracjami podniosłych uczuć [...]. Będę nazywała ją «Reiki» [...] (rei = klucz, ki = wszechenergia). Jest falą rozchodzącą się podobnie jak radio. Można ją stosować miejscowo lub jak fale krótkie [...]. Jest całkowicie nieszkodliwa, dlatego da się stosować w praktycznym i bezpiecznym leczeniu".

Wystarczy teraz podstawić w miejsce owej „Fali" czy „Energii" pojęcie naszego Boga w Trójcy Świętej Jedynego, by powyższe „wyznanie wiary" zabrzmiało dla katolika jak bluźnierstwo! Przecież to czysty panteizm! Poza tym człowiek (Czy tylko? Kto za nim stoi?!) przekazuje ci w II „wtajemniczeniu" trzy znaki, które możesz czynić w powietrzu ręką lub tylko w wyobraźni, byś tymi znakami „zmuszał" Boga do działania w sposób przez ciebie określony! Czy naprawdę wierzysz, że sam Bóg, Ten Prawdziwy, podda się na wzór fali radiowej sile twojego magicznego znaku? Nie podda się twojej woli również żaden anioł, bo aniołowie w swym działaniu słuchają tylko Boga. Po linii żądania twojego „ja" może pójść tylko szatan, oczywiście tam, gdzie będzie mu to na rękę!

Sieć, łowiąca nieświadomych, pochwyciła i mnie, poszukującego odmłodzenia, uzdrowienia i „doenergetyzowania". Sądzę, że nawet jeśli z całkowitą pewnością nie da się stwierdzić, że Reiki to system z gruntu zły i do zła prowadzący, przyjęcie go łączy się z dużym niebezpieczeństwem. „Kto nie jest ze Mną, jest przeciwko Mnie. Nie możecie dwom panom służyć" - powiedział nam Jezus. A także: „Nikogo na ziemi nie nazywajcie swoim mistrzem, gdyż jeden jest wasz Mistrz, Chrystus". Nie myślcie, że z drem Usui „wydarliście Jezusowi tajemnicę cudów"! Gdybyście przynajmniej panowali nad swoim ciałem...!

W tych strasznych czasach, gdy szatan dąży do ogłoszenia się absolutnym panem ziemi, gorąco zachęcam adeptów Reiki, by poszli w moje ślady: by spalili za sobą mosty, odżegnywując się od wpływu wszystkich złych duchów i wszystkich ich spraw, a poddając wszystkie dziedziny swojego życia Chrystusowi, najlepiej przez poświęcenie się Jego i naszej Matce Maryi. Tylko wtedy będziemy silniejsi od węża, któremu trzeba zmiażdżyć głowę w drodze do przepięknego Nieba. W drodze, wskazanej nam przez naszego Prawdziwego Mistrza. On sam jest Drogą pewną i nieomylną. Inne do Nieba nie prowadzą, choć mogą się nam wydawać szerokie, wygodne i ukwiecone.


Ks. X (nazwisko znane Redakcji)

POWRÓT