JAK WYNAGRODZIĆ ZA NIELEGALNIE ZDOBYTE PROGRAMY KOPMUTEROWE, FILMY, UTWORY?

„Potrzebuję porady z głębi serca, chodzi bowiem o problem bardzo powszechny w dzisiejszych czasach, a trudno znaleźć mi u ludzi zdecydowane stanowisko w tej sprawie ze względu na niejasności co do dopuszczalności postępowania w takich czy innych sytuacjach. Przepraszam, jeśli jestem niedoinformowany i nie znalazłem informacji o stanowisku Kościoła w tej sprawie. Mianowicie chodzi o użytkowanie własności intelektualnej - mam tu na myśli komercyjne oprogramowanie komputerowe, muzykę i filmy. Problem ten dotyczy (a mam nadzieję, że teraz mogę powiedzieć: "dotyczył") również mnie. Dotychczas żyłem w przekonaniu, że człowiek dopuszcza się grzechu tylko wtedy, gdy odnosi korzyści finansowe z wykorzystywanej własności intelektualnej. Oto najbardziej rażący przykład: piraci komputerowi kopiują oryginalne płyty CD czy DVD (które, nawiasem mówiąc, z reguły nie są ich własnością) lub pobierają oprogramowanie/muzykę/filmy z internetu, a później odsprzedają nośniki z tą zawartością innym ludziom, podobnie jak ja pobierałem utwory muzyczne (w niewielkich ilościach i przeważnie to co już wcześniej zasłyszałem - jestem bardzo wybredny, jeśli chodzi o gust muzyczny) a także pożyczałem od znajomych filmy (na początku w przekonaniu, że nie czynię nic złego, a później już sam nie wiedziałem, co o tym myśleć).

Już od jakiegoś czasu starałem się pozbyć części oprogramowania - usunąłem nielegalne oprogramowanie i korzystałem z darmowych (tzw. freeware oraz opensource) odpowiedników, bo czułem wewnętrznie, że mi będzie lżej na duszy, usunąłem też muzykę (wcześniej nagrałem niektóre utwory na płyty CD - choć mam dzisiaj przekonanie, że nie będę ich więcej słuchał, to zastanawiam się, czy powinienem je zniszczyć?). Dziś usunąłem pozostałości nielegalnego oprogramowania ze swojego komputera. Ostatnio nasiliło się u mnie poczucie niepokoju duchowego i teraz wiem, że nie mogę mieć najdrobniejszych wątpliwości - porzucam użytkowanie zarówno programów jak i słuchanie utworów czy oglądanie filmów, za które nie zapłaciłem i szczerze brzydzę się tym procederem (teraz, kiedy przejrzałem na oczy).

A teraz moje pytania.

1. Dawniej używałem wspomnianej własności intelektualnej na własny użytek bez żadnych ograniczeń i wyrzutów sumienia z powodu tego, że nie byłem świadomy szkód, jakie mógłbym uczynić autorowi. Choć autor nie wzmiankuje, czy jego własność można wykorzystać w celach niezarobkowych, to przypuszczam że tego nie chce, skoro nie udostępnia programu publicznie. Nie byłem świadomy, więc nie spowiadałem się, że popełniłem grzech wobec piątego przykazania. Zdaję sobie sprawę, że w chwili obecnej wielu tym ludziom nie byłbym w stanie zadośćuczynić (ze względu na ograniczoną możliwość kontaktu lub po prostu zbyt dużo było gier, programów, a więc i różnych autorów). Jestem zdecydowany prosić o wybaczenie tych, z którymi mogę się skontaktować, których oprogramowania używałem, gdy zacząłem nabierać niepokoju, czy przypadkiem nie postępuję źle, choć mam świadomość, że wielość autorów może być duża i nie wiem, czy dotrę do wszystkich. Czy na spowiedzi została mi odpuszczona wina czyli postępowanie, którego grzeszności nie byłem świadomy, lub co do słuszności którego miałem błędne przekonanie (z powodu oględności podejścia do tego problemu ze strony mojej i mojego otoczenia)?

2. Zdarzyło się, może kilka razy, że dałem komuś skopiować oprogramowanie, które nie było moją własnością (nie miałem też świadomości, że źle postepuję). Jak mogę naprawić tę krzywdę? Poprosiłem już kolegę, z którym utrzymuję stały kontakt, aby usunął, cokolwiek nielegalnego mógł ode mnie otrzymać, ale jest też kilka osób, z którymi straciłem kontakt (tzw. kolega kolegi), więc obawiam się, czy kontakt z nimi byłby jeszcze możliwy. Nie jestem również w stanie przewidzieć, jak zachowa się osoba, którą poproszę o usunięcie programu. Czy ważne jest, aby ta osoba rzeczywiście pozbyła się programu (jeśli go jeszcze używa), czy tu wystarczy moja intencja?

3. Przyznaję też, że będąc muzykiem amatorem, wykorzystałem niektóre programy nielegalne do tworzenia własnych utworów. Czy powinienem te utwory teraz zniszczyć lub próbować przekomponować, wykorzystując legalne środki?

Będę spowiadać się z tego, co świadomie źle uczyniłem. Obawiam się tylko, abym odbył dobrą spowiedź (problem możliwości zadośćuczynienia), dlatego chcąc się do niej dobrze przygotować, proszę Ojca o pomoc.

Dziękuję i pozdrawiam serdecznie, Szczęść Boże.

Andrzej"


Andrzeju, Bracie w Chrystusie Miłosiernym i Sprawiedliwym,

To wspaniale, że sumienie Cię "ruszyło" i starasz się wynagrodzić bliźnim za wyrządzone im szkody! Czyń to dalej! A oto zasady, na których mógłbyś się oprzeć w tej kwestii:

1. Co innego wina, a co innego szkoda, którą komuś uczyniliśmy (w sferze materialnej, którą poruszasz, ale może się to zdarzyć i w sferze duchowej: ktoś np. usłyszał plotkę o bliźnim i przekonany na 100 procent o jej prawdziwości, powtórzył ją innym, odbierając przez to bliźniemu dobre imię). Szkodę można uczynić bez osobistej winy - czyli grzechu - a mimo to „odszkodowanie" obowiązuje (np. chirurg zostawił niechcący nożyczki w brzuchu pacjenta). Grzechu nie mieliśmy, gdy nie wiedzieliśmy, że czynimy źle, jednak gdy się dowiemy - jesteśmy wprawdzie wolni od winy (nie mieliśmy jej, gdyż grzech to wyłącznie świadome i dobrowolne naruszenie woli Bożej, zawartej w przykazaniach oraz w głosie naszego sumienia), jednak obowiązuje nas naprawienie szkód (ewangeliczny przykład: celnik Zacheusz, który żył latami jak inni celnicy w przekonaniu, że jest "względnie sprawiedliwy", a po nawróceniu mówi: "Jeśli kogoś skrzywdziłem, zwracam..."). To szczęście, że Bóg nie będzie nas karał "wstecz", lecz uzna naszą winę tylko od momentu naszego dojścia do świadomości czynienia zła. Gdy ktoś wychował się wśród ludożerców, a misjonarz go nawrócił, odpowie on tylko za "mniam-mniam" (= zjedzone ludzkie serduszka) wyłącznie od momentu nawrócenia...

Wina (najczęściej w konfesjonale) będzie darowana każdemu, kto dostatecznie mocno żałuje złych czynów i ma mocne postanowienie poprawy. Co zaś do naprawienia szkód - na to jest czas po spowiedzi, a więc poza konfesjonałem. Jaki czas? Najlepiej to zrobić jak najszybciej, kto jednak tego zaniedba, ma czas aż do... końca świata! (tak, to nie przesada, gdyż chodzi o czyściec).

2. Zasada zwrotu (wyrównania) teoretycznie jest prosta, zgodnie ze starorzymską zasadą: RES CLAMAT AD DOMINUM (każda rzecz „przyzywa" swojego właściciela, „chce" do niego wrócić). Jednak nie zawsze prosta w praktyce życiowej - chociażby w opisanej przez Ciebie sytuacji, gdyż użyte wytwory czyjejś myśli nie wszystkie są podpisane i opatrzone adresem, ponadto (być może) nie dysponujesz kontem dewizowym w celu wynagrodzenia zagranicznikom (zresztą mogły zmienić się już firmy, ich właściciele, ceny...).

Zgodnie z inną zasadą: NIKT NIE JEST ZOBOWIĄZANY ZNIESŁAWIAĆ SAMEGO SIEBIE (nikt nie musi sam przyczyniać się do tego, żeby stracić w oczach innych swoje dobre imię) nie musisz poza konfesjonałem przyznawać się do winy. Nie musisz, ponieważ istnieje możliwość ukrytego wyrównania wyrządzonej szkody.

Otóż właśnie, gdy się nawracamy, na szczęście mamy duże możliwości, o których wcale nie wspominasz: czyściec po śmierci (choć lepiej go ominąć!!!) oraz wynagrodzenie w sferze duchowej, gdy nie możemy w materialnej.

W wielu spośród poruszonych przypadków nie możesz wynagrodzić w sferze materialnej, bo nie zapłacisz właścicielowi ani nie odeślesz mu nienaruszonego produktu. Jednak ten człowiek jest w drodze do Nieba i potrzebuje Twojej pomocy, nawet jeśli chwilowo o tym nie wie albo nie myśli. Możesz na jego "koncie w banku Pana Boga" zgromadzić jakąś "kwotę", z której skorzysta on w swoim czasie, i to może skorzysta o wiele skuteczniej, niż z pieniędzy czy produktu. To może mu posłużyć do nawrócenia albo do "wyrównania rachunków z Bogiem", gdy stanie na Jego sądzie.

O jakiej „kwocie" myślę? Chodzi o znane Ci z katechizmu „najprzedniejsze dobre uczynki": o Twoją modlitwę za znanych i nieznanych wierzycieli, o post (choćby drobny, np. wyrzeczenie się posłuchania jakiegoś utworu), jak też o jałmużnę (ofiarowanie jakiejś sumy wprost biedakowi, złożenie jej do skarbonki dla ubogich, wysłanie na konto zakonu prowadzącego misje zagraniczne, na konto jakiegoś domu opieki społecznej itp.). Ta ostatnia możliwość - jałmużna - pozwala nawet na dość dokładny zwrot długu, chociaż (chwilowo) bez wiedzy poszkodowanego. Na zwrot dość dokładny co do materialnego „przelicznika", chociaż pamiętaj, że zawsze Bóg patrzy na serce, a nie tylko na ręce, więc i „wdowi grosz" (ostatni, stąd najcenniejszy) może ocenić jako wielkie wynagrodzenie (uwzględni Twoją obecną sytuację materialną). Jeśli chodzi o taką jałmużnę, powinieneś wzbudzić sobie intencję: przyjmij, Boże, ten mój uczynek miłosierny za moich wierzycieli, "na ich konto".

Masz zamiar zwrócić się do niektórych właścicieli oprogramowania (twórców, legalnych dystrybutorów) z przeproszeniem... To na pewno piękna sprawa, nawet jeśli zachowasz anonimowość. Jeśli któryś z nich przebaczy, będzie to bardzo dobre, a jeśli do tego zwolni z odszkodowania - jeszcze lepsze! Spróbować warto. Niech wiedzą, że katolicy miewają sumienie właściwie ukształtowane i chcą iść za jego głosem. Nie ukrywaj tylko wobec nich, że jesteś uczniem Chrystusa i chcesz kierować się Jego wymaganiami.

3. Jestem zdania, że gdybyś nie tylko niczego nie niszczył, lecz nawet posługiwał się dalej niektórymi „nielegalnie" zdobytymi wytworami ludzkiej myśli i pracy, a przy tym uwzględnił zasadę „ukrytego wynagrodzenia" (ukrytego przed ludźmi, ale znanego Bogu), możesz mieć spokojne sumienie. Abyś tylko nie powracał już do poprzednich czynów, gdyż będziesz sądzony przez Boga według głosu Twojego sumienia. A ono, dawniej uśpione, teraz obudziło się i stało się wrażliwe na przejawy zła w poruszonej dziedzinie życia. Wytrwaj więc na tej dobrej drodze, przy Bożej pomocy. Na dobrą spowiedź z serca Cię błogosławię. Także na drogę prowadzącą do naszego Wiecznego Domu, na której swoim bliźnim - znanym i nieznanym - pomagasz i jeszcze zechcesz pomóc w oparciu o zdobyte doświadczenie.

P.S. Na pewno nie pogniewasz się na mnie, jeśli oba (= nasze) listy umieszczę na swojej stronie internetowej, gdyż chodzi tu - jak zresztą sam stwierdzasz - o problem dzisiaj dość powszechny. Niech i inni nielegalni użytkownicy, a może nawet i piraci, z naszej korespondencji skorzystają...

POWRÓT