Uzupełnienie broszury LIST DO RODZINY ALKOHOLIKA

1. Modlitwa i post.

Niech żona (matka, siostra, osoba ratująca alkoholika) rozważa codziennie przynajmniej jedną część Różańca, chociaż dopiero cały da jej moc do przeciwstawienia się wszystkim złym duchom.

Niech odmawia Koronkę do Miłosierdzia Bożego, wyobrażając sobie (w miarę możności), że zanurza alkoholika we Krwi Chrystusa.

Do uwolnienia z tego nałogu trzeba czasu i ofiar. Niech więc modlitwa będzie wytrwała i gorliwa, bez ulegania nawet odrobinie zniechęcenia (które może wzbudzać szatan), z ufnością w zwycięstwo.

Decyzję co do postu i jego rodzaju niech żona (rodzina) podejmie sama pamiętając, że liczy się to, co uczyni dobrowolnie i z miłością (jest to próba tego, na co ją stać z miłości do zniewolonego).

2. Ojca Grande przepisy na zdrowe życie

(wyd. „Prasa Bałtycka", Gdańsk 2000 s. 80-83).

„Alkoholizm nie jest chorobą, lecz psychiczną rozpustą, podobnie jak każdy inny nałóg. […] Mówiąc o chorobie, usprawiedliwiamy zwyczajnych przestępców obyczajowych. Przede wszystkim, człowiek musi znać wagę czasu, który przeżywa i nie marnować go na przesadne rozrywki. Trzeba być zawsze czymś zajętym.

[…] Kobiety same «produkują» pijaków... stosując niewłaściwe, «nowoczesne» odżywianie i źle traktując męża. Po kilku, kilkunastu latach małżeństwa, kobiety całkowicie przekierowują swoją uwagę na dzieci, a potem na ich rodziny. Mąż zauważany jest tylko wtedy, kiedy przynosi pieniądze, a czasem ma się do niego pretensje za samo to, że istnieje. Cóż dziwnego, że szuka zrozumienia pomiędzy podobnymi mu - trochę sponiewieranymi, nie domytymi kumplami. Po szklance piwa świat zdaje im się lepszy. I tak to się toczy: od szklanki piwa do szklanki

denaturatu. Chodzi o to, by kobieta uświadomiła sobie, że ma wobec męża obowiązek opiekuńczy. Darujmy już sobie - na określonym etapie - zbliżenia seksualne, ale należy pamiętać, że mężczyzna jest przez całe życie dużym dzieckiem, trochę nieporadnym i safandułowatym, który potrzebuje opieki, potrzebuje czasem czułości...

- A kiedy już się stało i ktoś jest «w szponach, w otchłani, w sidłach» nałogu - co wtedy robić? Pomaleńku wyciągać go z pijackiego rowu odpowiednim żywieniem, wzmacniać organizm poprzez dostawę selenu, cynku, jodu, a przede wszystkim magnezu, który jest katastrofalnie niszczony przez alkohol. Ustrój człowieka nasączony tymi substancjami przestanie się męczyć i nie będzie domagał się przepędzenia kaca tzw. klinem.

[…] Tak zwane suszenie czują przecież również ci, którzy nie piją nałogowo, a czasem zdarza im się przeholować. Jeśli się już coś takiego przydarzy, trzeba na drugi dzień wypić szklaneczkę soku z kiszonej kapusty, zjeść dwa jajka na miękko, następnie wypić duży kubek kakao. I nie ma kaca.

- Ale czy można wyleczyć tych, którzy popadli w nałóg? Naturalnie, tylko trzeba bardzo chcieć, odpowiednio się odżywiać, przyjmować stosowne leki i wyeliminować wpływ niewłaściwego środowiska. W cięższych przypadkach należy przeprowadzać kurację w zakładach zamkniętych.

Nie jest prawdą, że pijak pozbawiony wódki, a narkoman swojej używki, umierają. Absolutnie nie zgadzam się z takim nowomodnym, przewrażliwionym stawianiem sprawy. Wstrząs głodowy u alkoholika jest do przeżycia. Należy w trakcie takiego napadu podać dużą dawkę miodu z cytryną i organizm wytrzyma. Energia z naturalnej glukozy wraz z witaminą C przejdzie do krwiobiegu, podtrzymując siły żywotne. No a później, kiedy minie kryzys, trzeba delikwenta wzmacniać odpowiednim żywieniem, tzn. podawać dużo nasion strączkowych - fasolę, groch, soczewicę (lekko ją sparzyć, ugotować na miękko, posypać drobnymi skwareczkami z boczku), kawałek wołowiny, sporo nabiału i mleka, codziennie kubek kakao. I koniecznie wzbogacić tę dietę odrobiną czułości".

POWRÓT